maja 09, 2016

W Kłeckich Bieszczadach...


„Gdyby ktoś kiedyś poprosił mnie bym mu pokazał czym jest geocaching, bez wahania zabrałbym go właśnie na tę geościeżkę!”

Słowa deg’a wyjaśniają wszystko i nie wiem ile musiałbym wypić i jak głupio mieć poprzestawiane we łbie, żeby się z nim nie zgodzić.  Kłeckie Bieszczady siedziały mi w głowie jakoś od lutego, ale dopiero teraz trafiła mi się idealna okazja, żeby przekonać się na własne oczy, jak to faktycznie wygląda. Traf chciał, że w sobotę mogłem wygospodarować chwilę w tej części Wielkopolski, a że pogoda z dnia na dzień była lepsza, no to co… lecę w Bieszczady! W ciągu kilku minut zgrałem GPXy, wydrukowałem kartę projektu i wrzuciłem klamoty do plecaka. Plan był prosty: wyjadę w piątek wieczorem, kimnę się w Sokolnikach pod „Tarczą Olbrzyma” i przed świtem ruszam szukać skarbów. Można powiedzieć, że początkowy plan zrealizowałem w dwustu procentach! Mało tego, że udało mi się ogarnąć piwo z takim jednym, co to mieszka niedaleko, to załapałem się jeszcze na małą imprezę. Ognicho w towarzystwie miejscowej młodzieży? Czemu nie! 


Budzik ustawiłem na 4:30. Po niecałych czterech godzinach snu wywlokłem się z samochodu, ogarnąłem śniadanie i zacząłem śmigać brzytwą po gębie przeglądając się we wstecznym lusterku (tak, musiałem jakoś wyglądać po południu, a później nie byłoby czasu na takie ceregiele). Wieczór był tak sympatyczny, że samochód musiałem zostawić w Sokolnikach i kombinować, jak dostać się dalej. Głupi ma zawsze szczęście, więc stopem przez Czechy dojechałem pod Czerwoną Oberżę w Waliszewie. Karczmarz, który okrada i morduje swoich gości, a następnie zakopuje w okolicy? Takich legend, to ja poproszę więcej! 



Po zebraniu najbliższych keszy ruszyłem w stronę Jeziora Linie i już wiedziałem, że ścieżka przez najbliższe godziny da mi po dupie – super, na to liczyłem! Czytałem kiedyś, że kleszcze podobno są wybredne i nie piją byle kogo. Nie wiem, co skurczysynom we mnie się nie podoba, ale co chwilę strząsałem jakiegoś ze siebie i żaden nie raczył się nawet mną poczęstować. Co innego komary, ale nie o robactwie miało być, tylko o czymś innym. 


Idąc Traktem Dębów Królewskich można się poczuć, jak w tolkienowskim Fangornie, tylko Entowie tacy bardziej nasi: Mieszko, Chrobry, Czcibor… czuć moc, poważnie! Ale najciekawsze dopiero przede mną. Gdybym miał wybierać swoje ulubione miejsca z bieszczadzkiej serii, to bez mrugnięcia okiem wskazałbym tereny pomiędzy Umarłymi Brzozami a Mrocznymi Drzewami. Idąc do tych pierwszych prawie wpierdzieliłem się w bagno i miałbym czołowe zderzenie z dzikiem, przy tych ostatnich staranowałaby mnie sarna. A po środku? Po środku miejsce magiczne, Wąwóz! Przeskakiwanie po zwalonych drzewach raz na jedną, raz na drugą stronę strumienia w akompaniamencie fruwających nad głową żurawi, bajka. I te widoki po wyjściu z lasu!



Jeśli garmin nie kłamie, to zrobiłem jakieś +/- 25 km z buta, pozostało mi jeszcze sporo skrzynek do wymaganego minimum, czasu coraz mniej, słońce grzeje a ja tkwię pośrodku pól i wszędzie daleko. Wytarabaniłem się na drogę i znowu stopem na raty dotarłem do Sokolnik. Szybkie obliczenia: co, gdzie, skąd i za kilka minut parkuję samochód w miejscu, na odwiedzinach którego szczególnie mi zależało: wzgórze Kuś. Spłonęło tu na stosie dziesięć zielarek z Gorzuchowa, był to jeden z ostatnich procesów o czary na terenach Rzeczypospolitej. 

Czas uciekał, więc ekspresowo przez Zakrzewo i Sławno dobiłem na Pola Lednickie, czyszcząc po drodze co się da. Chwilę przysiadłem przy drewnianym kościółku w Waliszewie – lubię takie klimaty! Żegnając Kłeckie Bieszczady zapaliłem znicz na Opuszczonym Cmentarzu Ewangelickim… 

Tomanek, wielkie dzięki za cały projekt, za świetną zabawę, masę ciekawostek i fest widoków! 

Andrzeju, dzięki za piwerko i towarzystwo!

A Wam dziękuję za fajne ognisko i polską gościnność!

3 komentarze:

  1. 25 km? Wow! Chętnie wybrałabym się taką trasą, ale chyba kondycja nie ta;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Regiony zupełnie mi nie znane, ale z Gdańska bliższe Kłeckie Bieszczady niż Bieszczady ;) Powodzenia w dalszych wędrówkach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tam mnie jeszcze nie było. Szlak wygląda na zupełnie pusty!

    OdpowiedzUsuń

Zdania złożone mile widziane, wszelkie wulgaryzmy w pełni tolerowane. Byle z głową. Dodając komentarz, zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie swoich danych przez witrynę.

Copyright © 2016 Po zbyrach i nie tylko , Blogger