maja 04, 2016

Brodnicka wieża ciśnień


Na koniec dnia zostawiłem sobie wieżę ciśnień (w sumie gdzieś tam nawet rozważałem, żeby zrobić sobie z niej hotel, ale było na tyle wcześnie, że o ludzkiej porze wróciłem do domu), dotarłem na miejsce i tylko zdążyłem zobaczyć, jak przede mną czmychają do środka jakieś łebki. A co mi tam! Oni swoje a ja swoje, więc wbijam do środka... schody na górę w stanie rozkładu, tynk wali się na łeb a dzieciarnia grasuje kilkanaście metrów nade mną. Nie miałem w planach dostać czymkolwiek w łeb, więc grzecznie przyświrowałem Pana z SOKu celem zwabienia bachorów na dół. Efekt: zabarykadowali się i ani im się śni złazić, jeszcze udają że ich nie ma. Po kilkunastu minutach negocjacji udało mi się ich ściągnąć na ziemię, wylegitymować i postraszyć mandatem... ciekawe, czy by zapłacili? Sam nie właziłem na górę, bo nie uśmiechało mi się skakać po nadkruszonym betonie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zdania złożone mile widziane, wszelkie wulgaryzmy w pełni tolerowane. Byle z głową. Dodając komentarz, zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie swoich danych przez witrynę.

Copyright © 2016 Po zbyrach i nie tylko , Blogger