sierpnia 17, 2018

Leśne opowieści cz. 6

Leśne opowieści cz. 6
Ze wschodu coraz wyraźniej słychać głuche dudnienie zbliżającej się burzy. Chmury szczelnie bronią dostępu do czystego nieba i od dobrej godziny wiszą nieruchomo nade mną. Wiatru zero. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że od kilkudziesięciu minut nie słychać najmniejszego ćwierknięcia. Żaden niespokojny dziób nie rozdziawia się nawet na sekundę. W powietrzu roi się jedynie od wszelkiego robactwa. Co rusz ściągam łbem lepką pajęczynę i wpadam w chmarę brzęczącego dziadostwa. 


Dziadostwo jest wszędzie, a z każdym krokiem budzę kolejne hordy czyhające w wysokiej trawie. Momentami brodzę w niej po pas, haczę portkami o dźgające pnącza diabli wiedzą czego ale sunę dalej. Jeszcze jakieś sto metrów tego trawska, później wywlokę się na pagórki i będzie łatwiej.


Dudni coraz mocniej. Zadzieram łeb i widzę, jak nieruchome do tej pory chmury zaczynają się niepokojąco kłębić. Jak nic dopadnie mnie w lesie. Prawie truchtem puszczam się na północ i po kilkunastu minutach wpadam na znajomy dukt. Między pierwszą kroplą a porządną ulewą mija raptem dziesięć sekund. Wcisnąć się w jakieś chaszcze i przeczekać, czy biec dalej do samochodu? Korzystam z drugiej opcji i za pięć minut, cały mokry, jadę w stronę domu. 

lipca 27, 2018

Zapomnianych cmentarzy ciąg dalszy

Zapomnianych cmentarzy ciąg dalszy
Kolejny raz ten sam region łódzkiego. Kolejne groby na mojej drodze. Wiem, że to jeszcze nie koniec włóczęgi szlakiem zapomnianych cmentarzy tych ziem, jednak z każdą wizytą zabieram ze sobą nową porcję wiedzy o miejscach, które coraz bardziej nikną w krajobrazie. 


Wąska asfaltówka zlewa się z gruntówką, która nim zdąży wypłynąć w polne odmęty ociera się o ceglany parkan nekropolii. Wysieradz. Ze sporego niegdyś cmentarza pozostało dziś zaledwie kilka nagrobków.



Na palcach jednej ręki zliczyłbym groby, na których zachowały się fotografie zmarłych, z czego do dej pory udało mi się znaleźć tylko jedną nie strzaskaną. Niestety medalion na wysieradzkim cmentarzu nie ustrzegł się przed zniszczeniem.


Kilka minut drogi dalej kolejne mogiły. Usytuowana bezpośrednio w lesie nekropolia w Wymysłowie Francuskim (czyżby stamtąd pochodzili osadnicy?), mimo iż przy samej drodze, dopiero w ostatniej chwili wpadła mi w oko. 



Część grobów cudem uniknęła zniszczenia przez zwalone drzewo, za to większość nie oparła się próbie czasu i ludzkiej głupocie. Nieopodal, bardziej w głąb lasu, znajduje się następny cmentarz.



Miejsce pochówku poległych z 1914 roku. Spoczywa tu 654 żołnierzy z 9 armii generała Augusta von Mackensa i 71 żołnierzy armii rosyjskiej pod dowództwem Pawła Plehwe. Na koniec wykręciłem jeszcze do Rokitnicy. 


Tutejszy cmentarz mocno przypomina mi jeden z moich, tych na skraju województwa. Niewielkie wzgórze otoczone sosnowym lasem, konwalie i pokiksywanie dzięcioła dużego. No jakbym był u siebie!



W Rokitnicy znajduje się jeszcze luterański niegdyś kościół, który jakimś cudem umknął mojej uwadze. Najpewniej jechałem znanym sobie tylko skrótem

lipca 16, 2018

Powrót nad Jeziorsko

Powrót nad Jeziorsko

W ciągu ostatniego miesiąca, kilka razy miałem okazję pokręcić się w okolicach zbiornika Jeziorsko i choć pozostało mi jeszcze sporo białych plamek na tutejszej mapie, to jestem już o krok od stwierdzenia, że „znam jak własną kieszeń”.


Mimo, iż wirtualną skrzynkę w Pęczniewie zaliczyłem już kilka lat temu, dopiero teraz udało mi się zobaczyć na własne oczy tamtejszy kościół. Drewnianą świątynię z 1761 roku, która najprawdopodobniej (jak zwykle) zastąpiła wcześniejszą, ufundował Tomasz Kossowski z Głogowy herbu Dulęba.



Tuż obok ciekawej konstrukcji dzwonnica. Ciekawej, bo chyba pierwszy raz trafiłem na taką, która wznosi się na kamiennej podbudówce. Tradycyjna rundka wokoło, rzut okiem w każdy zakamarek i wypatrzyłem coś, co ani chybi pełniło funkcję chrzcielnicy. Najpewniej pamiątka po pierwotnym kościele, aczkolwiek (jak to często bywa) mogę być w błędzie.


Drepcząc po wałach w stronę Brodni, poza ciekawymi widokami można poczuć niesamowity smród bijący od wody. Ciekawe połączenie zgniłych jaj z niemniej zgniłą rybą, fetor wykrzywiający mordę i jeszcze przez kilkaset metrów siedzący w nosie.


Sama Brodnia nie wyróżnia się oczywiście niczym poza niewielkim kościólątkiem pod wezwaniem świętego Stanisława Biskupa. Historia parafii sięga już XIV wieku, a obecny kościół wybudowano niedługo po jej ustanowieniu, około 1556 roku.



W połowie XVII wieku Brodnię wcielono do parafii Zadzim, jednak w 1866 roku na powrót odzyskała samodzielność. Wtedy też gruntownie przebudowano drewnianą świątynię. 



Spod kościoła, całkiem malowniczą dróżką i niewielkim wąwozem można dojść pod sam brzeg zbiornika.
Copyright © 2016 Po zbyrach i nie tylko , Blogger