lutego 18, 2020

O świcie

O świcie
Niczym za dawnych lat, na długo przed świtem spakowałem klamoty i pożegnałem się z domem. Samochód porzuciłem na skraju leśnego duktu i omijając ścieżki ruszyłem w znanym sobie kierunku. Niby błądząc, tak naprawdę zostawiałem za sobą kolejne fragmenty lasu, które mógłbym bez problemu odtworzyć z pamięci. 


Są miejsca, do których nie potrzeba wytyczonych szlaków; wystarczy znajomy pień drzewa, omszały kamień i nogi same wiedzą gdzie nieść. Wszystko dzieje się automatycznie, bez zastanowienia i choćbym nie wiem jak chciał się zgubić, to mimowolnie brnę prosto do celu.


Po przeciwnej stronie lasu pierwsze promienie słońca nieśmiało oświetlały resztki postolęderskiej wsi. Lekki mrozek niósł z oddali szczekanie psów i to, co lubię najbardziej - gwiżdżący klangor niedostrzegalnych żurawi. Trzy, może cztery sztuki witające nowy dzień.



Coraz mocniej ulegające presji czasu gospodarstwa, powoli wrastają w przyrodę i niechybnie podzielą los tutejszego cmentarza. Po nim pozostał jedynie murszejący krzyż i nikłe zarysy kilku mogił wokoło.

lutego 12, 2020

Bitwa pod Cieplinami

Bitwa pod Cieplinami
Bardziej okrężnej drogi do domu chyba nie dało się wybrać, ale nie byłbym sobą, gdybym nie próbował choć uszczknąć kolejnego skrawka historii. Mniej lub bardziej krętymi asfaltami, górkami i pagórkami izbickich okolic wgryzałem się coraz to głębiej w tamtejsze wsie.


Niebo z każdym kilometrem nabierało mocniejszego koloru i co rusz groziło głuchymi pomrukami odległej jeszcze burzy. Jak nic idzie od Włocławka. Może mnie ominie, a może złapie gdzieś po drodze, zobaczymy. 



Na świeżo sprasowanych belach słomy przysiadł myszołów i choć bacznie obserwował parę boćków uwijających się nieopodal, zdawać się mogło że jeszcze czujniej łypał pytająco w moją stronę. Burza coraz mocniej zwiastowała swoje przybycie, a ja... ja byłem już o krok od celu.


Wkomponowany w te niemal bezludne tereny pomnik przypomina powstańcze dzieje i losy tu poległych, ofiar carskiego odwetu. Po zajęciu magazynu, budynku przedeckiego magistratu i zniszczeniu znajdującego się w nim portretu cara, w ślad za powstańcami ruszył oddział majora Nelidowa i tak dziesiątego lutego 1863 roku "powstańcy (...) atakowani zostali przez 250 piechoty i 100 kozaków idących od Włocławka. Starcie było zacięte, powstańcy po pierwszej zamianie wystrzałów w odległości 120 kroków zaatakowali natychmiast Moskali ręczną bronią, lecz niespodziewanie rażenie z prawej strony od zaczajonego oddziału Moskali i atakowani z lewej strony od kozaków, chwilowo cofnęli się, ale zebrawszy się wkrótce, powtórnie uderzyli i Moskali z pola bitwy spędzili (...) stracili 18 zabitych i 8 rannych. Moskali zabitych i rannych przeszło 40." 


Przypuszczalnie rannych było jednak nieco więcej, a ci którym udało się po bitwie czmychnąć stali się celem polowań okolicznych chłopów. Nazajutrz zebranych z pola poległych złożono w bezimiennej mogile, w miejscu której stoi wspomniany obelisk. Mimo poważnych strat po polskiej stronie, bitwa pod Cieplinami po dziś dzień nie została rozstrzygnięta. 

stycznia 18, 2020

Do Płocka i z powrotem

Do Płocka i z powrotem
Ilekroć trafiam do Płocka, zostaję przywitany mgłą, szarugami i kumulacją wszelkich pogodowych nieprzyjemności. Jeszcze kilkanaście kilometrów wcześniej rozkoszowałem się przebłyskami słońca błądząc leśnymi ścieżkami; ino wyściubiłem łeb z samochodu zaparkowanego przy płockim chodniku, dostałem po pysku rzęsistym deszczem.


Z minuty na minutę rozpadywało się mocniej, a ja targany nadwiślańskim wiatrem snułem się pośród świątecznych świecidełek na Wzgórzu Tumskim. Zacumowana pośrodku rzeki barka w miarę cyklicznie sygnalizowała swą obecność smutnym wyciem syreny (?), a oblegające ją stadko mew za każdym razem wzbijało się do lotu by po chwili siąść w to samo miejsce. Głupota ptaków niewiele różniła się od mojej, gdy dreptałem wyludnionymi bulwarami co rusz ścierając z gęby strużki deszczu.


Jest jednak kilka rzeczy, które darzę niewytłumaczalnym sentymentem i które budzą we mnie jakieś melancholijne poczucie estetyki, bliżej nieuzasadnione zachwyty nad czymś, co normalnie zachwycić nie może. Nie powinno. Zasnute mgłą Radziwie, monotonia szarości i bylejakość pogody... depresyjne? Dla mnie nie! Ponownie wspiąłem się schodkami i ruszyłem w stronę cmentarza garnizonowego przy Norbertańskiej.


Zbiorowe mogiły obrońców Płocka z 1920 roku, polegli wszelkich armii, narodowości, wyznania. Równe rzędy białych krzyży moknących wespół ze mną.




Opuszczając Płock i kierując się w stronę domu zahaczyłem jeszcze o Gaśno. Wyboista przeprawa brzegiem niewielkiego zalewu, nieczynny już młyn i miejsce pamięci.


Obecny pomnik powstał w miejscu mogiły czterdziestu dziewięciu powstańców z oddziału Józefa Łakińskiego poległych tu 12 marca 1863 roku.
Copyright © 2016 Po zbyrach i nie tylko , Blogger