
Pięknego październikowego dnia… no dobra, było zimno i padało, ale decyzja o wypadzie nad Skrwę zapadła już kilka tygodni wcześniej, więc ni ma zmiłuj. Przygodę z serią zacząłem dość pokracznie: zamiast trzymać się kolejności na mapie i kosić całość z góry na dół, stwierdziłem że wgryzę się w środek, bo tak będzie szybciej. Efekt? Jak zwykle nakręciłem niepotrzebnych kilometrów. Ale do rzeczy…
Pierwszą...