czerwca 28, 2018

Leśne opowieści cz. 5

Przez ostatnie tygodnie, nawet w cieniu lasu próżno było szukać chłodu. Plus trzydzieści wymieszane z dusznym, lepkim od robactwa powietrzem, które bezlitośnie wpijało się w każdy fragment odsłoniętego ciała. Wysuszona ściółka drżała na samą myśl o najmniejszej iskrze i wydawać by się mogło, że jeszcze do niedawana hałaśliwe dzioby ograniczyły swą działalność do minimum.



Lud pracujący, zacierając łapy śledził prognozy pogody i z niecierpliwością wyglądał daty upragnionego urlopu. Jeszcze tydzień, kilka dni. Plus trzydzieści, zimne piwo, złociste plaże zielonego Bałtyku. Rzeczywistość bardzo szybko wybebeszyła marzenia i momentalne załamanie pogody stało się wrogiem publicznym numer jeden.



Słupek śmiercionośnej rtęci niebezpiecznie zniżył się do słabych  dwudziestu. Ołowiane, co rusz burczące niebo, bez większego ostrzeżenia chlustało kolejnymi hektolitrami wody, a złośliwe wietrzysko targało wszystkim wokoło.




Płacz, krzyk i zgrzytanie zębów. A las? Las najwyraźniej wyczekiwał tej zmiany.

6 komentarzy:

  1. Mój mąż uwielbia las. Ja przez wstręt do owadów i insektów rzadko bywam w lesie. Mój najstarszy syn dotrzymuje towarzystwa tacie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale śliczne zdjęcia :) Lubię od czasu do czasu pojechać do lasu, by totalnie zapomnieć o rzeczywistości, oderwać się od świata i pobyć tak sam na sam z naturą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie w lesie susza ,jagody wyschły aż żal patrzeć było no i dżemików na zimę nie będzie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam leśne klimaty i wręcz nie mogę się doczekać kiedy do lasu się przeprowadzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia! Ja też uwielbiam las i chłód jaki daje w taki upalne dni, jak dzisiaj:)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to teraz mamy za do deszcz i prawdziwie polskie, zimne (żeby nie używać brzydkich wyrazów, które mnie się cisną na usta) lato... Też mi było żal suchych jagód ale bardziej żal mi dzieci, które czekają na kąpiele w akwenach wodnych i mają wakacje... o sobie nie wspominając bo na łeb można w domu dostać i już nie wiadomo jakie zabawy kreować. Tym bardziej, że zboże i tak, z tego co rozmawiałam z rolnikami, już nie do odratowania...

    OdpowiedzUsuń

Zdania złożone mile widziane, wszelkie wulgaryzmy w pełni tolerowane. Byle z głową. Dodając komentarz, zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie swoich danych przez witrynę.

Copyright © 2016 Po zbyrach i nie tylko , Blogger