
W sobotę rano trafiła mi się
okazja, żeby podskoczyć na kilka godzin do Łodzi. Niby żadna nowość, bo
spędziłem tam jakąś część swojego życia i traktuję to miasto jak swoje, ale
byłbym chory gdybym nie zajrzał chociaż na chwilę w okolice Księżego Młyna.
Nie wiem czemu, ale te ceglane
klimaty przyciągają mnie do siebie, jak cholera! Żelazna droga Karola Scheiblera,
Koci Szlak, wieczorne...