Kolejna z dróg,
które iks lat temu należały do moich rowerowych tras.
Przejeżdżałem tędy o każdej porze dnia i nocy, niekiedy
pokrzepiony chmielem innym razem lekko zawiany po winie z półki
tak niskiej, że ledwo widać ją zza lady. Dziesięć lat z hakiem,
matko kochano...
W kraju, gdzie kapliczki
i krzyże celuje się niekiedy co kilkadziesiąt metrów od
siebie, raz na jakiś czas trafi...
października 18, 2017
października 16, 2017
Las, macewy i groby
Nie da się ukryć, że
należę do zdecydowanej większości, która na samą myśl o
poniedziałku dostaje drgawek i wpada w czarną rozpacz. Początek
tygodnia, bez wątpienia wymysł szatana! Mam to szczęście (i
niezłe chody u rogatego), bo gdy większość ludzkości posłusznie
siada do pracy, ja wyrywam te kilka godzin z samego rana dla siebie.
No dobra, może nie do końca jest tak jak piszę, bo poranna
objazdówka...
października 11, 2017
Październikowy poranek
Całkiem niewiele, bo licho co ponad czterdzieści kilometrów dzieliło mnie od miejsca, o którym słyszałem od zawsze, a którego nie widziałem nigdy. Jeziorsko. Zbiornik zalewowy na rzece Warcie. Zdarzało mi się przejeżdżać po kilka kilometrów obok, ale samego jeziora (jak i zapory) nie widziałem aż do dzisiaj. Traf chciał, że tuż przed południem czekały mnie obowiązki kilkanaście kilometrów dalej,...